Jaki toty?

Blog Bartosza Goździeniaka

Niechcemisizm

Budzik zadzwonił jak zawsze o wiele za wcześnie. Za oknem próżno wypatrywać nowego dnia. Jest szaro, buro i ponuro. Na dodatek zimno. Trzeba zmusić się do otwarcia oczu, trzeba posiedzieć na łóżku, powpatrywać w podłogę, porozmyślać o bezbarwnej prozie życia.

Ech, jak mi się nie chce.

Doskonale cię rozumiem. Trudno jest robić cokolwiek, gdy aura za oknem wyraźnie mówi: „Hej! Ludzie! Idzie zima, zostańcie w łóżkach!".

Łatwo wtedy stracić motywację do czegokolwiek. Sił starcza jedynie na zrobienie tego, co niezbędne. Wstań, popracuj, zadbaj o dzieci, idź spać.

A potem ten czas mija i człowiek żałuje, że nic do tej pory nie robił. Jak temu zaradzić?

Sądzę, że najlepiej wyłączyć myślenie.

Co?!

Tak. Nie myśleć o tym, jak daleko do celu, po co mi to, czy warto się tak męczyć? Po prostu to robić.

Możesz podać jakiś przykład?

Moja jazda na rowerze zimą. Gdy patrzę przez okno, nie chce mi się. Gdy patrzę na termometr, nie chce mi się. Gdy ubieram te wszystkie warstwy, nie chce mi się. Gdy wychodzę przed dom i jest zimno, nie chce mi się. Gdy jadę a wiatr i mróz wywiewa mnie z mojego ciała, nie chce mi się. Ale jadę. Jadę i jadę. Po 45 minutach (tyle trwa przejażdżka) wracam do domu i wcale nie jest mi lepiej.

Dlaczego więc to robisz?

Żeby potem, na wiosnę i w lecie, zaskoczyć samego siebie. Cieszyć się, że dobrze wykorzystałem jesienno-zimowy czas. Ciągle mi się nie chciało, ale nie myślałem o tym - jechałem.

I tak można ze wszystkim.

I tak można ze wszystkim w rzeczy samej.

Pod kołderką
Na nowo po staremu
 

Comments

No comments made yet. Be the first to submit a comment
Guest
wtorek, 28 czerwiec 2022