Wróciłem z podróży zagranicznej. Odwiedziłem kraj nieangielskojęzyczny. Spostrzeżenia mam.
Po pierwsze, nie trzeba wcale mnóstwa słów, by porozumieć się w większości sytuacji. Dzień dobry, to, tamto, tak, nie, proszę, dziękuję, do widzenia. W sumie tyle wystarczy. Liczby zawsze można pokazać na palcach, albo korzystając z kalkulatora w telefonie komórkowym. Proste.
Po drugie, w języku mi obcym nauczyłem się dwóch słów: „dzień dobry" i „dziękuję". Wystarczyło. Mój syn odebrał nawet paczkę od kuriera i teraz chwali się, że mówi po portugalsku. A powiedział tylko „obrigado".
Po trzecie, wszystkie punkty powyżej sprawdzają się, gdy jest spokój. A co, jeśli miałeś stłuczkę na przykład? Wtedy warto umieć więcej. Sytuacja jest mocno stresująca, obcy kraj, obca policja, obce dokumenty, wszystko obce. Na szczęście każdy nauczył się angielskiego w stopniu przynajmniej komunikatywnym. Nie, nie wystarczy już tylko „dzień dobry", czy „dziękuję". Powoli, spokojnie dogadujemy się i rozchodzimy, każdy w swoją stronę. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało.
Odpocząłem, przygody miałem, świetnie się bawiłem.
Uczcie się języków!